Rzym, Włochy
Z PROWINCJI: SYLWETKA: VIA MERULANA
KOMUNIKATY: WYDARZENIA:
Czy to możliwe, że minął już rok od XXIV Kapituły Generalnej? Ojciec Generał i Rada Generalna mają za sobą pierwszy rok urzędowania. Kontynuowana jest praca nad uformowaniem się 5 Konferencji a redemptoryści na całym świecie nieustannie głoszą Ewangelię z nową nadzieją, odnowionymi sercami, w odnowionych strukturach!
Sama idea powstała w 2006 roku, jej realizowanie rozpoczęliśmy w styczniu 2007, a ukończyliśmy ją w roku 2010. To bardzo dobry rezultat! Zgodnie z naszymi pierwotnymi zamiarami, Centrum ds. Duchowości Redemptorystowskiej oraz Biuro ds. Informacji ukończyły serię wirtualnych pielgrzymek do miejsc pochodzenia redemptorystów: Scala, Ciorani, Pagani, Marianella / Neapol, Materdomini, Muro Lucano i Deliceto. Są one dostępne w internecie w każdym z siedmiu języków na stronie http://cssr.com/tour/polski/one.html. Można je również zobaczyć klikając na "wirtualne pielgrzymki" w menu głównym strony internetowej www.cssr.com. Po zrealizowaniu naszego głównego zamiaru, postanowiliśmy dodanie w przyszłości dwócj innych programów: S. Agata dei Goti, diecezja, w której św. Alfons posługiwał jako biskup oraz Rzymskie miejsca interesujące dla redemptorystów. W międzyczasie korzystajmy z aktualnych zasobów, które dają nam wgląd w nasze redemptorystowskie początki i, jeśli tego dotąd nie uczyniliśmy, zapragnijmy odwiedzić je osobiście.
Dla tych, którzy znają język włoski, dodaliśmy nowy serwis do naszej strony www.cssr.tv . w menu w kolorze srebrnym na dole wideo-ekranu: jest to stacja telewizyjna Prowincji Neapolitańskiej, Telenuova 2, która codziennie transmituje programy na temat redemptorystów i miejsc redemptorystowskich, w języku włoskim.
Loading
the
player
...
We wtorek, 23 listopada o godz. 07.30, podczas Mszy w katedrze św Patryka w Nowym Jorku, Prowincja Baltimore przekaże arcybiskupowi Timothy Dolan'owi dwie ikony Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Jedna z nich zostanie umieszczona w zakrystii arcybiskupa, druga natomiast w jego rezydencji. Abp Dolan miał zawsze wielkie nabożeństwo do Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Wielkim pragnieniem redemptorystów z Prowincji Baltimore byłoumieszczenie ikony w katedrze. Dlatego są oni szczęśliwi, że Matka Boska Nieustającej Pomocy będzie obecna w zakrystii jak i w rezydencji arcybiskupa.
Chciałbym przypomnieć raz jeszcze, że w dodatku do naszego miesięcznika SCALA znajdziecie aktualne, codzienne wiadomości na remat redemptorystów i ich apostolstwa, na stronie www.redemptorist.info . Z życzeniami obfitej łaski Odkupienia!
Lwów, Ukraina
Zimbabwe
Jako redemptoryści Zimbabwe i prawdziwi synowie św. Alfonsa, wierzymy niezachwianie w Jezusa Chrystusa, naszego Najświętszego Odkupiciela i jesteśmy zdecydowani odpowiedzieć na miłość Boga oddając Mu nasze życie. Jest to dziedzictwo, które otrzymaliśmy w ostatnich pięćdziesięciu latach i które podejmujemy z miłością. Zdajemy sobie sprawę, podobnie jak wszyscy redemptoryści, bez względu na to gdzie się znajdują, że oddanie swojego życia dla obfitego Odkupienie niesie ze sobą poważne konsekwencje. Na płaszczyźnie osobistej, wymaga ono od każdego z nas stałego nawracania się. Bycie redemptorystą oznacza nieustanne poszukiwanie głębszej relacji z Jezusem Chrystusem, stawanie się bliższym uczniem Odkupiciela i głębszym świadkiem nowego życia w Duchu Świętym. "Oddanie swojego życia dla obfitego Odkupienia", oznacza umrzeć samym sobie, aby żyć pełnią życia Jezusa Chrystusa. Nie jest to łatwe, ale jest możliwe. Możliwe dzięki Bożej pomocy, wzajemnemu wsparciu jakie dajemy sobie we wspólnocie, dzięki pomocy jaką otrzymujemy od tych, których wysyłamy dla dawania świadectwa, a którzy z kolei dają świadectwo nam, o tym, że w Panu jest obfite Odkupienie. Oddanie swojego życia dla obfitego Odkupienia ma poważne konsekwencje w świecie, w którym jesteśmy kuszeni, aby oddać życie dla niższych wartości. W świecie, w którym dokonuje się coraz bardziej porzucenie Boga, robimy wielki akt wiary, aby oddać życie dla obfitego Odkupienia. W ten sposób mamy odwagę, aby wyjść na spotkanie ze światem, by pociągnąć go bez strachu, utrzymywać z nim konstruktywny dialog oraz przetrwania nadziei jaka daje nam nasza wiara. W Zimbabwe, wyzwania dla naszej wiary dzisiaj są liczne. To sprawia, że poświęcenie swojego życia dla obfitego Odkupienia nabiera jeszcze większego sensu. warto Oddanie swojego życia dla obfitego Odkupienia zawiera poważne konsekwencje, zarówno pozytywne jak i negatywne. Jako redemptoryści jesteśmy wezwani, aby oddać się w każdym okresie. Przeżycia ostatnich pięćdziesięciu lat i naszych czasów obecnych, w Zimbabwe, wyzwał nas, abyśmy byli prawdziwymi misjonarzami redemptorystami, jak opisuje 20-ty paragraf 20 naszych Konstytucji: “Mocni w wierze, radośni nadzieją, rozpaleni miłością, płonący gorliwością, świadomi własnej słabości, wytrwali w modlitwie, redemptoryści, jako mężowie apostolscy i prawdziwi uczniowie św. Alfonsa, idąc radośnie za Chrystusem Zbawicielem, uczestniczą w Jego misterium, i głoszą je przez ewangeliczną prostotę życia i przepowiadania, a także przez wyrzeczenie się samych siebie i przez gotowość podjęcia wszelkiego trudu, aby nieść ludziom obfite Odkupienie”. Tak oto wygląda portret umiłowanych współbraci, którzy byli przed nami. Taki jest obraz, który przewidujemy dla redemptorystów Zimbabwe dzisiaj, w przededniu pięćdziesiątej rocznicy naszej obecności w tym kraju. To właśnie uzdalnia nas do oddania naszego życia dla obfitego Odkupienia, życia pełnego wyzwań i entuzjazmu, życia pełnego głębokiego zaangażowania i zagrożeń. Dla nas w Zimbabwe, pięćdziesięciolecie stanowi znaczący moment. Obchodzimy je bowiem w czasie, gdy jesteśmy grupą złożoną wyłącznie z tubylców. Wielu z naszych poprzedników, którzy przybyli tutaj z zagranicy, chętnie uczestniczyłoby w tej rocznicy, ale nie mogą. Ich praca nie została jednak zmarnotrawiona, ich wysiłek nie poszedł na marne. Oni wrzucali w glebę i podlewali te ziarna, które my teraz obficie zbieramy. Potęguje to naszą wdzięczność dla nich. Pozostają oni dla nas wielkim świadectwem ducha i są entuzjastycznie obecni w naszych sercach, gdziekolwiek się znajdują, za granicą bądź w niebie.
Prowincja Bangkok Od Redakcji: O. Joe Maier, C.Ss.R. jest założycielem i dyrektorem Fundacji na rzecz Rozwoju Człowieka w Klong Toey, w Bangkoku. Jest rzeczą zabawną, wokół czego czasami obraca się ludzkie życie. Dla Cookie Crumba Jamesa, liczył się smaczny posiłek, biszkopty i ... okruszyny. Doszedł do stanu zupełnego spustoszenia. Nie mógł nie tylko chodzić ale nawet powłóczyć nogami. Mówił z wielkim trudem (w ogóle nie chciał mówić), migrena na poziomie "przemysłowym" doprowadziła do wypalenia jego mózgu. Nie miał ani jednej bliskiej osoby na tym świecie: urodził się z HIV i był chory na AIDS. Typowy przykład "dziecka na wyrzucenie". Miał osiem lat. Nie więcej. Ekstra wielkie wymiary jak na dziecko z HIV chore na AIDS, ale normalne dla ośmioletniego dziecka. Twarz zniekształcona przez blizny – prawie zniszczone lewe oko. To pozostałości „pożaru św. Antoniego” (półpaśca). Nie był on jednak wcale brzydki! Stał się naszym „Cookie Crumbem Jamesem”. Każdy, kto go spotkał, od razu go polubił. Co za uśmiech! Kiedy przynoszą do nas „dziecko niczyje” – ostatecznie zostaje ono porzucone na schodach przed wejściem do naszego domu. W żargonie naszego hospicjum nazywa się to "wyładunkiem". W kilka dni po przybyciu "taxi wyładunkowego" do naszego Centrum Miłosierdzia, daliśmy naszemu Cookiemu Crumbowi Jamesowi specjalną opaskę. Opaskę tę przyznaliśmy mu jako nagrodę za jego odwagę, męstwo i determinację. Ale już na drugi dzień James wypluwał na nią papkę ryżową. Wystarczająco dużo dla zademonstrowania swojej odwagi... Rzadko przyznajemy taką opaskę. W ciągu jedenastu lat naszych kontaktów z dziećmi chorymi z AIDS tylko raz wręczyliśmy honorową opaskę - zupełnie wyjątkowej dziewczynce (ale to już inna historia). Cookie Crumb James postanowił zrobić lepszy użytek z brudnej opaski. Jednak nie od razu. Nic nie jest łatwe. Praca i wysiłek, jakie zawsze są konieczne do wyzdrowienia i chęci życia, mogą wymagać niezwykle trudnej decyzji. W końcu podjął jednak decyzję i prawdopodobnie zrobił to z wielu poważnych i zastraszających powodów. "Coś takiego!" - Podobnie jak w przypadku wielu naszych "powołań" - które kierują raz w górę a raz w dół nasze życie na ziemi, główny powód dla Cookie Crumb Jamesa wydawał się prosty. Przywieźliśmy wszystkie dzieci chore na HIV / AIDS do jadalni, "przytransportowaliśmy " także małego Jamesa. Była to najzwyklejsza potrawa (wsypać - dolać wody - zamieszać –wolno gotować przez trzy minuty). Ale mały James oszalał po jej skosztowaniu i krzyknął, że jest to najlepsze jedzenie jakie kiedykolwiek otrzymał. "Coś niezwykłego!" Wtedy jedna z "mam" naszego pięknego domu zaimprowizowała układankę pt. "Dziecko”. „Będę zmieniać ci "pieluchy" – natychmiast, jak tylko zacznie śmierdzieć i kiedy pupa zacznie swędzić, - ale musisz mi obiecać, że będziesz chodzić. - Skoro tylko zaczniesz chodzić lub tylko pełzać, wrócimy tu znowu - na twoją cześć". "Mama" wyobrażała sobie, że gdyby się udało postawić go na nogi i sprawić żeby chodził, podczas jego "porannej stymulacji", wówczas dałoby się go zaprowadzić do toalety. Wówczas pupa mniej by swędziała! Dzielna kobieta. Przyszły inne dzieci i zaczęły krążyć wokół Cookie Crumba – wmawiając mu, że boi się chodzić i że jest mięczakiem. Wywołało to u niego płacz - i złość. Co więcej, pozostałe dzieci nie były zadowolone, że stanowią jedynie "wiatr dla żagli" Jamesa, który umiał sprytnie wprowadzać je w ruch! Ukryty talent! Kolejny powód, aby opuścić hospicjum. Ale wróćmy do pierwszego spotkania z Cookie Crumbem Jamesem... Przywieźli go samochodem z innego domu opieki i powiedzieli nam, że nie są w stanie poradzić sobie z jego TB, a przede wszystkim z jego HIV / AIDS. Być może mogli, a może nie - nie do nas należy osąd. Skończyło się wyrzuceniem umierającego dziecka. Bo cuchnęło. A sprawa była podejrzana. Już w pierwszych chwilach jego pobytu u nas, kiedy leżał w wózku inwalidzkim i pojękiwał, zdaliśmy sobie w dużym stopniu sprawę, że jest to dziecko specjalnej troski. "Proszę was, zatroszczcie się o mnie, pokochajcie mnie. Śmiało, przynajmniej spróbujcie, a ja poczuję się lepiej". Być może wszystkie dzieci są takie. Tacy byliśmy chyba również my sami. Przenosząc go na jedno z wolnych łóżek, jedna z "mam" potknęła się, ale nie chcąc go upuścić, chwyciła go za koszulkę. Wówczas zaczął walić głową, krzyczał, ale został uratowany. To był już sukces. James Young znalazł kogoś, kto go ujął za serce. Pierwszym chłopcem, którego poznał był Nok Yak (w języku tajlandzkim – dosłownie "wielki ptak"), przypominające szkielet ośmioletnie stworzonko, które połowę swojego życia spędziło z chorobą AIDS i które nawet po posiłku wyglądało na pięć lat. Nok Yak podszedł do łóżka Cookie Crumba Jamesa, wziął go za rękę i podał mu kawałeczek swojego biszkopta, przyglądając się mu długo z utkwionym w nim swoim wzrokiem. Wówczas coś się stało: zrozumieli się wzajemnie. Wszystko poszło dobrze. Mogli podzielić się biszkoptami. Obydwaj byli ”dziećmi do wyrzucenia”. Zajmowali się sobą wzajemnie dopóki mieli ciasteczka. Poza tym wszystko mogli robić na własną rękę. Przez prawie cały rok Cookie Crumb James w ogóle się nie bawił. Nie podobało mu się to, co robił z nim wirus. Większość czasu spędzał w łóżku z wielkim bólem głowy. Trzeba było robić mu masaż czoła dwa razy dziennie, od 10 do 15 minut, a następnie umieścić na głowie zimny kompres. Przestawał wydawać jęki dopóki kompres był zimny lub kiedy zasnął. "Mama" z domu opieki była dla niego bardzo surowa. Często bywał on niecierpliwy, ale dla kogoś, kto został porzucony trzy lub cztery razy, posiadanie czystych pieluch i masaż czoła zimną chusteczką wydawał się być istnym niebem. Jego przyjaźń z Wielkim Ptakiem rozkwitła na dobre. W czasie obiadu, wychudzony Nok Yak przychodził do łóżka Cookie Crumba Jamesa, aby pomóc mu zjeść posiłek. Pierwszy kęs bywał „wielki jak usta”, drugi spadał "przypadkowo" (!) na twarz i włosy. Czasem Cookie Crumb James zaczynał wówczas płakać, innym razem, gdy ból głowy nie był zbyt silny, razem z Wielkim Ptakiem chichotali się i śmiali. Jadł jednak regularnie i odzyskiwał siły. Pewnego razu, gdy jedzenie, które go pobrudziło mu nie smakowało, kopnął Nok Yaka swoją zdrową nogą, a ten zaczął płakać, oddając mu kopniaka i doprowadzając go z kolei do płaczu. Istny dramat! "Mama" uderzyła ich obydwu, wypowiadając przy tym brzydkie słowa. Stało się to być może dlatego, że w nocy pokłóciła się ze swoim pijanym mężem, albo może dlatego, że inne dzieci jakie miała pod swoją opieką podczas ostatniej nocy zachowywały się bardzo źle. Młody James zrobił się jednak uparty. Powiedział, że odtąd będzie jadł samodzielnie. Zaczął z ustami w talerzu, jak szczeniak. Kiedy inne dzieci zaczęły go wyśmiewać, wówczas wprawił w ruch swoją zdrową rękę i zaczął posługiwać się łyżką. Prawie z powodzeniem. Jego "mama" jednak bez przerwy go upominała. Myjąc mu twarz czy szczotkując mu włosy, za każdym razem zmuszała go do chodzenia i nazywała go tchórzem. Ale on znał zasady, doskonale wiedział, jak był traktowany. Tymczasem niektóre kobiety tego nie wiedzą. Dlatego, kiedy Nok Yak, czyli Ogromny Ptak, naśmiewał się z niego, źle go traktował lub był zbyt brutalny w czasie zabawy, ona go wyrzucała. Była to nieokrzesana kobieta, która w ostatnich latach swojej kariery zajmowała się przeznaczonymi do wyrzucenia, umierającymi dziećmi i czyszczeniem toalet. Z pewnością kochała dzieci - ale nie potrafiła pomóc samej sobie. Była zmuszona do wykonywania pracy "mamy", której nie chciała. Nie starała się być tak czułą jak prawdziwa mama. Posiadała wprawdzie swoje dzieci, wszystkie z problemami, ale były to dzieci zdrowe, nie chore. Z Cookie Crumbem Jamesem było zupełnie inaczej. Nie wiedziała czy ma pójść do Świątyni położonej na peryferiach, kiedy Cookie Crumb James i jego towarzysz z AIDS, Wielki Ptak, wybiorą się w swoją ostatnią podróż. Wyjdą i nigdy nie wrócą. Zasną i nigdy się nie obudzą. Nie powrócą. Śmierć jako droga bez wyjścia. Był z nami przez 17 miesięcy. Jego pobyt zaczął się w wieku dziewięciu lat w żłobku. Potem przez jeden rok był ze swoim przyjacielem Wielkim Ptakiem. Cookie Crumb James nie widział dobrze na lewe oko, ale prawe miał w miarę zdrowe. Epoka pieluch już się skończyła. Teraz może mówić wyraźnie (jeżeli próbuje) i wszystko rozumie. "Mama" wie, że postępuje niesprawiedliwie, dając mu 203 biszkopty na obiad. Rozdaje je innym i płacze, kiedy dla niego nic nie pozostaje. Kilka tygodni temu porzucił wózek inwalidzki oraz jedną z zabawek - jasnoczerwony wagonik z kierownicą. Był bez pedałów. Miał tylko gumowe kółka, aby mógł go przesuwać przy pomocy zdrowej nogi. O rany! Razem z Wielkim Ptakiem całkowicie "rozbili" ów biedny wózek. Były też chwile próby. Cookie Crumb James trzymając wózek, ciągnął go jak w wyścigu Formuły I i biegł razem z Wielkim Ptakiem, który pchał wózek z tyłu. Kończyło się to zwykle uderzeniem w cokolwiek - w ścianę, słup czy w inne dzieci. Przewracali się, nabijali sobie guzy, płakali i śmiali się. Był to znak, że czują się dobrze i że są chłopakami. Pewnego razu, po jednej z takich kolizji obaj się podnieśli, ale koła się pogięły i wózek nie był już zdolny do jazdy. Wówczas James postawił swoje pierwsze kroki, trzymany przez Wielkiego Ptaka, aż w końcu obaj się przewrócili. Leżąc na podłodze, zaczęli chichotać. Był to dobry znak, bo dzieci z AIDS mogą bawić się intensywne, ale nie mając wystarczająco dużo siły potrzebują dużo czasu zanim złapią oddech. W końcu jednak się podnieśli, Cookie Crumb James zrobił kolejny krok, a potem jeszcze następny. Przez wiele dni i tygodni chodził, potykał się i upadał. Pewnego dnia spadł ze schodów. O Boże! "Mama" twierdziła, że mogłaby być przy nim zawsze, żeby mu pomóc. Mogłaby nawet tam spać, ale jeśli chciał zjeść, musiał iść na górę sam. Mocował się więc ze sobą przez całe popołudnie. Potem jeden z wolontariuszy, który był fizjoterapeutą, ćwiczył z nim bardzo cierpliwie. Teraz młody James przemierza codziennie pieszo około 150 metrów, idąc do przedszkola, padając po drodze przynajmniej pół tuzina razy. Nie jest to źle jak na dziecko przeznaczone na wyrzucenie. Goście z hospicjum, które się go pozbyło nie wiedzą o tym. Nie mogli wiedzieć, że jest to ten sam Cookie Crumb James ze „Splamioną Opaską”. Niewiele wiemy na temat jego przeszłości. Wiemy tylko, że jego rodzice byli wędrownymi robotnikami budowlanymi. Matka zmarła na AIDS, a ojciec i babcia gdzieś żyją. Ma z pewnością o rok starszą od siebie siostrę, której poszukujemy. Tymczasem James Cookie Crumb rośnie, spaceruje, ciągnąc za sobą swoją słabą nogę, z niezdarnym „ukośnym” ramieniem i wykrzywionym uśmiechem. Wielki Ptak jest jego najlepszym przyjacielem. Często się ze sobą kłócą, zawierają pokój, bawią się i znowu się kłócą. "Mama" nie nazywa go już tchórzem. Kocha go nadal, chociaż nie może mu pomóc. Boi się tej ostatniej podróży do Świątyni. Tak upływa dzień za dniem. A Cookie Crum James wie, że ma prawdziwą matkę. Wcześniej wspomniałem, że razem z Wielkim Ptakiem bawią się i dużo się kłócą. Teraz jest już inaczej. Chory Wielki Ptak idzie do przedszkola nie częściej niż jeden lub dwa razy w ciągu tygodnia. To Cookie Crumb James przychodzi teraz do Wielkiego Ptaka, bierze go za rękę i pomaga mu jeść. Czasem nawet śpiewa mu do snu. W dniach, kiedy czują się lepiej, Cookie Crumb James kuśtyka powoli, dzięki czemu Wielki Ptak może mu dotrzymać kroku. Ich koledzy nie śmieją się więcej z niego, jak to miało miejsce przedtem i wszyscy kochają Wielkiego Ptaka. Owszem, dzieci potrafią być okrutne, ale potrafią też być miłe... Jest to jedna z tych wielkich historii. Na tym świecie istnieje dobro i marzenia, dla których się walczy i z których nigdy nie chce się zrezygnować. Tak naprawdę, tym to co nas załamuje, to "dzieci do wyrzucenia", bez drogi wyjścia. Cookie Crumb James i Wielki Ptak są mocniejsi. W ostatnią sobotę, po wizycie lekarskiej i po śniadaniu, "mama" piekła biszkopty razem z dziećmi. Na dziedzińcu znajduje się małe betonowe jeziorko z białymi liliami i kijankami; ktoś wrzucił do niego pół tuzina rybek. Cookie Crumb James wziął do ręki wędkę. Kiedy Wielki Ptak poczuł się lepiej, obaj wzięli do kieszeni świeżo upieczone ciasteczka i z uśmiechem poszli w stronę jeziorka. Kto wie, być może ryby są zainteresowane biszkoptami. Nigdy nic nie wiadomo ... Przybyło do nas dziecko pozbawione czasu i przestrzeni. Cookie Crumb James.
Aby uzyskać więcej informacji: www.mercycentre.org
lub info@mercycentre.org.
SYLWETKA:
Rzym Od Redakcji: Arcybiskup Bashar Matti Warda CSsR z Iraku, przybył do Rzymu, aby wziąć udział w Nadzwycajnym Synodzie Biskupów dla Bliskiego Wschodu. Uczestniczył także w święceniach arcybiskupa Tobina. Usiedliśmy z arcybiskupem Basharem, aby porozmawiać na temat jego życia i pracy w Iraku. W tydzień po tej rozmowie, terroryści zaatakowali katolicki Kościół Syryjski w Bagdadzie, w wyniku czego zginęło wielu ludzi, w tym jeden ksiądz. SCALA: Jak przedstawia się historia powołania Ojca Arcybiskupa? Arcybiskup Bashar: Do seminarium wstąpiłem w 1981 roku. Nasz dom rodzinny znajdował się tuż obok. Zanim do niego wstąpiłem, zawsze byliśmy jego pobliżu, a seminarzyści uczyli nas katechizmu. Naprawdę ich podziwiałem. Moje pierwsze, prawdziwe wezwanie do kapłaństwa miało miejsce w czasie wojny w 1991 roku, pierwszej wojny w Zatoce Perskiej. Byłem wówczas na pierwszym roku teologii, kiedy wszędzie były bombardowania. Nie pozostało nam nic innego, jak wejść do kościoła i pozostać tam wraz z młodymi ludźmi. Noce były bardzo długie a my musieliśmy być czujni na nadejście bombardowania. Byliśmy skumulowani w około 12 osobowych grupach młodych mężczyzn na bardzo małej przestrzeni. W nocy młodzi ludzie prowadzili dyskusje i byli pełni obaw. Zadawali mi pytania na temat Ewangelii, sakramentów, misji Kościoła... pytali, pytali, pytali. Z upływem kolejnych dni dyskusje te stawały się coraz głębsze. Pytali mnie o swoje powołanie jako ludzi świeckich. W tym samym czasie poproszono mnie o podjęcie decyzji odnośnie zostania księdzem. Wówczas zdałem sobie sprawę, że moje powołanie już dojrzało. Zadziałał przykład O. Vincent van Vosselaar’a i innych redemptorystów, którzy pracowali w Iraku. Po zakończeniu wojny rozmawiałem z moim kierownikiem duchowym, podeszłym już wiekiem, O. Frans Van Stappan’em, który powiedział mi, że trudno będzie mi, w tamtym czasie, wstąpić do Redemptorystów. Po jego śmierci poprosiłem innego redemptorystę, O. Luciens Cop’a, aby został moim kierownikiem duchowym. Na kapłana zostałem wyświęcony w 1993 roku, w obrządku chaldejskim. Następnie odbyłem obowiązkową służbę wojskową. W tym czasie odwiedził nasz kraj O. Lasso, Przełożony Generalny Redemptorystów. W tamtym czasie istniały wątpliwości odnośnie przyjmowania kleryków do Misji redemptorystów. O. Lasso powiedział mi jednak, że mogę zostać przyjęty. Wszystko było dla mnie zaskoczeniem. Wówczas zwróciłem się do Patriarchy z prośbą o umożliwienie mi kontynuacji mojego powołania w Zgromadzeniu Redemptorystów. Wyraził zgodę. Wstąpiłem do nowicjatu w Dublinie w 1999 r. Następnie wróciłem do Iraku, gdzie pracowałem jako redemptorysta, głosząc rekolekcje, rekolekcje dla młodzieży, prowadząc wykłady w kolegium biblijnym na temat problemów teologii moralnej. W 2002 r. powierzono nam parafię, jedną z największych w południowej części Bagdadu, która wówczas liczyła trzy tysiące rodzin. Pod koniec 2006 roku, po agresji, poproszono mnie o poprowadzenie Wyższego Seminarium Duchownego Kościoła Chaldejskiego. Ze względu na ciągłe akty przemocy przeniosłem Seminarium na północ kraju, by tutaj kontynuować jego misję. Wybudowałem nowy budynek na jego siedzibę. Zawsze jasno stawiałem sprawę: zawsze pracowałem jako szczęśliwy redemptorysta. Lata 2004-2006 były trudne, pełne problemów nie odnoszących się do kapłaństwa. Szczególnie w okresie, kiedy nie było rządu, nie było państwa, nie było punktu odniesienia, ludzie pukali do drzwi kościoła, szukając rozwiązania swoich problemów. Czułem wówczas, że konieczne staje się apostolstwo wśród ludzi, którzy przyjeżdżali na nasze tereny, do ziemi Abrahama, naszego ojca w wierze. Abraham opuścił swój kraj, aby udać się w inne strony. Teraz inni przybywali na ziemię Abrahama. Czułem, że istnieje potrzeba apostolstwa na rzecz naszych braci i sióstr z wojsk USA. Ponieważ trochę znałem angielski, odczuwałem potrzebę ich apostołowania, celebrowania mszy świętej, słuchania spowiedzi i umacniania w wierze. Jednocześnie byłem „pomostem” pomiędzy szyitami, sunnitami i chrześcijanami z naszego regionu a Amerykanami. Niekiedy zmuszony byłem powiedzieć Amerykanom, że to ich obecność jest powodem tego wszystkiego co się tutaj dzieje i położenia naszego ludu. Muszę przyznać, że na ogół słuchali moich słów, ale zrobienie czegoś czy podjęcie decyzji często wykraczało poza ich wolę i kompetencję. - Tak przedstawia się historia i czasy mojej posługi apostolskiej. (Od Redakcji: Należy dodać, że w dniu 3 lipca 2010 arcybiskup Bashar Warda został mianowany arcybiskupem i objął Archieparchię Erbil w Iraku).
Taki odpływ ludności sprawia, że wszelkie inicjatywy duszpasterskie stają się niezwykle trudne, trudno jest zaprojektować kalendarz na cały rok - a nawet na sześć miesięcy. Problem bezpieczeństwa uderza także w duszpasterstwo. Kościoły, które ocalały są jednak pełne. Ludzie nadal chodzą do kościoła w bardzo trudnych warunkach i to daje nam otuchę i nadzieję. Kapłani i świeccy wzajemnie dodają sobie odwagi. Pamiętam jak w lutym, kiedy się zaczęła przemoc w Mosulu i przez 14 dni codziennie ginęli chrześcijanie, udałem się z wizytą do arcybiskupa Emil Nona w Mosulu, który właśnie został mianowany arcybiskupem. Poszliśmy odwiedzić domy na obszarach bardzo niebezpiecznych i byliśmy zaskoczeni entuzjazmem ludzi. Kiedy arcybiskup organizował spotkanie lub nabożeństwo, ludzie wychodzili i zapełniali kościoły. Był to ich sposób reagowania na przemoc i manifestacja wiary w Jezusa Chrystusa. To jest naprawdę niesamowite. Działo się to w szczytowym okresie przemocy w Iraku. SCALA: Ilu macie księży? Arcybiskup Bashar: Mamy 10 aktywnych kapłanów i dwóch emerytów. Moja diecezja, Erbil, położona jest na północy regionu i jest bezpieczna. Istnieje jednak napięcie w dziedzinie duszpasterskiej. Mamy 4000 rodzin, które uciekły przed przemocą z Bagdadu i Mosulu, gdzie wiele kościołów zostało zamkniętych. Trzeba było zbudować nowe kościoły, w ciągu trzech lat wzniosłem dwa, każdy na 1000 osób. Potrzeby są nadal wielkie. SCALA: Jak przedstawia się infrastruktura Kościoła? Arcybiskup Bashar: W przyszłym miesiącu kładziemy fundamenty pod nowy kościół i, mam nadzieję, nową szkołę. Ale, o czym już mówiłem, w Bagdadzie i Mosulu zostało zamkniętych 7 z 8 kościołów chaldejskich, ponieważ cały teren był zagrożony. Szkoły zostały znacjonalizowane w roku 1974, niektóre z nich otrzymaliśmy z powrotem, ale nie wszystkie. SCALA: Ma Ojciec Arcybiskup kontakt z diasporą? Arcybiskup Bashar: Tak, za pośrednictwem e-mail, internetu i systematycznej korespondencji. SCALA: W jaki sposób budujecie przyszłość? Jak na przykład widzicie przyszłość Kościoła w Iraku, skoro ci, którzy dzisiaj rozpoczynają swoje kapłaństwo, bojąc się, nie chcą zostać w ojczyźnie i wybierają apostolstwo wśród emigrantów irackich poza terytorium Iraku, a nie we własnym kraju? Czy nie stanowi to problemu? Arcybiskup Bashar: Jest to problem. Zajmowaliśmy się nim w dyskusji między arcybiskupami i księżmi. Bardzo ważne jest, że my - arcybiskupi i kapłani - wszyscy jesteśmy świadkami, a nie tylko zwykli ludzie. Jeśli ludzie pozostają w kraju, kapłani również powinni pozostać. W przeszłości my również studiowaliśmy poza granicami kraju, było setki powodów, aby tam pozostać i była możliwość, aby to zrobić. Zdecydowaliśmy się jednak powrócić, bo tu właśnie zaczęliśmy. Jeśli Kościół widziałby potrzebę wysłania nas, zrobiłby to w sposób urzędowy. Wyjaśniliśmy już tę kwestię. Jeśli nasz lud daje nam nadzieję, musimy być razem z nim. Mieliśmy księży, którzy przebywali za granicą ale wrócili do Iraku. Zostali wezwani do powrotu i wrócili. Jeden z nich wrócił do Bagdadu i zdobył zaufanie tak wielu kapłanów, że chaldejski patriarcha zwrócił się do redemptorystów, aby wziął odpowiedzialność za Kościół Chaldejski w centrum Bagdadu. Jeśli ktoś z Irakijczyków czuje się powołany do posługi na rzecz diaspory, powinien o tym powiedzieć szczerze ludowi. Winien otrzymać jego błogosławieństwo oraz błogosławieństwo arcybiskupa. Wspólnoty, to znaczy tego, kto dał swoje życie za jego powołanie do kapłaństwa. Diaspora zasługuje na posługę kapłańską, a praca ta jest wspaniała i wymagająca. Nasi księża mogą pełnić tam wspaniałą pracę duszpasterską, ale ja osobiście uważam, że powinno się to odbywać się na drodze urzędowej. To nie powinno absolutnie sprawiać zbytnich trudności. SCALA: Czy Irak jest nadal niebezbiecznym miejscem dla księży i zakonników? (Od Redakcji: pytanie to zostało postawione przed atakami terrorystycznymi z 1 listopada) Arcybiskup Bashar: Takie niebezpieczeństwo było i nadal istnieje. Większość Irakijczyków, rozpoczynając dzień i wychodząc z domu, nie wie czy wróci. Wszyscy o tym mówią - od prezydenta Iraku aż do bardzo ubogich ludzi mieszkających w odległych rejonach. Nigdy nie wiadomo, czy nastąpi uprowadzenie, wybuch, czy coś innego. Istnieje potrzeba kapłanów w wielu miejscach Iraku oraz w diasporze. Osiemdziesiąt procent księży pracujących w diasporze to Irakijczycy, niektórzy z nich urodzili się w USA lub w Europie. To Irak daje kapłanów. Powrócę do problemu, jeśli zostaje się naprawdę posłanym do posługi w diasporze, przyniesie to błogosławieństwo tylko wtedy, gdy dokona się to oficjalnie. Jeżeli pewne jednostki nie zdecydują się wrócić, myślę, że nie będzie to zachętą dla ludzi, którzy pozostają w swojej ojczyźnie. Mosul, jeden z najbardziej niebezpiecznych obszarów, ma na przykład osiem powołań w seminarium w Iraku. SCALA: Jak sobie wyobrażacie przyszłość powołań kapłańskich i zakonnych w Iraku?
SCALA: O. Arcybiskup uczestniczy w Nadzwyczajnym Synodzie Biskupów dla Bliskiego Wschodu. Jakie są wrażenia z Synodu? Arcybiskup Bashar: Synod dał szansę zwrócenia uwagi ten na region i na sytuację wspólnot chrześcijańskich. Synod przypomina nam o cnocie solidarności z naszymi braćmi i siostrami na Bliskim Wschodzie. Uwaga całego Kościoła jest teraz zwrócona na problemy Bliskiego Wschodu. Synod przeżywa trudności - i ludzie o tym wiedzą - ponieważ nie posiada wystarczających środków do rozwiązania wszystkich problemów. Po tym Synodzie, przywódcy Kościoła będą bardziej świadomi sytuacji i ich odpowiedzialności względem arcybiskupów i ludu na Bliskim Wschodzie. Istnieje też "kryzys chrześcijański" - ludzie porzucają kościoły katolickie i wstępują do sekt protestanckich. Mieliśmy także okazję do postawienia pytań na temat planów duszpasterskich, głoszenia Ewangelii i sposobu włączenia naszych ludzi w te kwestie. Został doceniony Synod jako fenomen. Niewiele możemy zrobić, aby sprostać problemom gospodarczym, społecznym i politycznym. Możemy zaś stać się bardziej świadomi naszej odpowiedzialności jako "pomostu" dla pojednania i utrzymania pokoju między społecznościami. Możemy stale przypominać wszystkim, jak ważną sprawą jest życie w społeczności pokojowej i we wzajemnym szacunku. Oczekiwania ludzi są realistyczne. Wiedzą, że Kościół niewiele może zrobić w rozwiązywaniu wielu problemów. Jesteśmy ofiarami wielu problemów, które mają korzenie polityczne, gospodarcze i społeczne. Dostrzegliśmy wielką moc świadectwa ludu Bożego. Powinno to zostać docenione. Jest to istotny punkt pierwszej części "przesłania końcowego", które przygotowuje Synod. Adresatem pierwszego życzenia są nasi wierni świeccy, ponieważ oni są naprawdę Bożym znakiem, znakiem świadectwa i komunii. Oni tam pozostają, dodając sobie nawzajem odwagi, dostarczają powołań i starają się przeżywać swoje chrześcijaństwo w sposób czytelny. Biskupi Kościołów Bliskiego Wschodu zamierzają zorganizować regionalny Synod w roku przyszłym, aby kontynuować i dyskutować te kwestie. SCALA: Co Ojciec Arcybiskup chciałby powiedzieć redemptorystom na całym świecie, którzy będą czytać ten wywiad? Arcybiskup Bashar: Bycie redemptorystą to dar i odpowiedzialność. Jest to dar od Kościoła i dla Kościoła. Powinniśmy przyjmować go z radosnym sercem, świadomi iż nie jest to łatwe. Istnieje bowiem wiele wyzwań i potrzeb. Pod koniec dnia będziemy zawsze ubodzy w naszej modlitwie przed Bogiem; dając to, co posiadamy, czujemy, że otrzymaliśmy o wiele więcej niż dajemy. Bóg nam daje i oczekuje, abyśmy z kolei dzielili się tym z naszymi braćmi i siostrami. W dzieleniu się jest pełnia radości, którą zobaczycie zwłaszcza w oczach tych, którzy od was otrzymują. Kiedy oni wam będą wdzięczni, przeżyjecie wspaniałą wewnętrzną radość. Chciałbym również prosić wszystkich redemptorystów o modlitwę za Kościół w Iraku. Jest to Kościół męczenników i świadków. Byłoby wielką stratą dla całego Kościoła, gdyby Kościół w Iraku zginął z powodu kryzysu na Bliskim Wschodzie. Zwiększanie świadomości wśród naszych wspólnot mogłoby stanowić część naszego zadania jako redemptorystów, ponieważ jesteśmy obecni na całym świecie. Gdyby ktoś chciał więcej dowiedzieć się na temat Kościoła w Iraku, w internecie łatwo jest znaleźć wiele artykułów na ten temat oraz codziennych wiadomości o świadectwie, które nasz lud daje o swoim chrześcijaństwie. Możecie przekazywać te informacje wszystkim, którzy chcieliby nam pomóc. Ponieważ jesteśmy na całym świecie, znamy wiele ważnych osób, wielu ludzi odpowiedzialnych. Możemy ponadto pomóc Kościołowi rozpowszechniając wiadomość, że zwykli ludzie w Iraku, chrześcijanie i muzułmanie, zasługują na lepsze życie, w pokoju i wolności. SCALA: Ojcze Arcybiskupie, bardzo dziękuję za poświęcony czas i za podzielenie się refleksjami. Arcybiskup Bashar: Dziękuję Ojcu! Od Redakcji: Zapraszamy do odwiedzenia strony http://www.cssrb.com/ aby uzyskać więcej informacji na temat Redemptorystów i Kościoła w Iraku.
WIADOMOSCI NA TEMAT REDEMPTORYSTÓW: Październikowy atak na katolików w Iraku "Chrześcijanie są teraz przerażeni i przeżywają szok. Stoją oni w obliczu strasznego dylematu: emigrować, aby ocalić życie swoje i swoich bliskich, czy pozostać w kraju dając świadectwo wiary, ryzykując własną śmierć". W ten sposób wypowiedział się O. Vincent Van Vosselaar CSsR, przełożony redemptorystów, ksiądz katolicki w Bagdadzie, po masakrze jaka miała miejsce w dniu 31 października w kościele Matki Bożej obrządku syryjskiego.
VIA MERULANA Rzym, Włochy Od redakcji: wielu współbraci na całym świecie śledziło na żywo w internecie święcenia arcybiskupa Tobina. Do chwili obecnej większość z nich przeglądało galerie zdjęć i wideo na stronie www.redemptorist.info i gdzie indziej. Specjalne podziękowania należą się kronikarzowi z Prowincji Denver oraz Prowincjałowi O. Tomowi Pictonowi za udostępnienie poniższej relacji z tego historycznego momentu dla naszego Zgromadzenia. Thomas Picton, C.Ss.R. 8 października 2010 Nie tak sobie wyobrażałem początek święceń biskupich Ojca Joe! Miałem na myśli właściwą osobę, pomyliłem jednak tożsamość. Być może jest to normalne dla Prowincjała zmęczonego na skutek zmiany strefy czasowej! Nawet w najśmielszych snach nie wyobrażałem sobie, że moją ostatnią oficjalną wizytą w Rzymie, jako Prowincjała, będzie udział w święceniach biskupich byłego studenta, byłego Przełożonego Generalnego oraz współbrata z Prowincji Denver. Stało się to dzięki powołaniu go przez Papieża Benedykta XVI do bardzo ważnej dekasterii Watykańskiej - Kongregacji ds. Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego, powszechnie nazywanej "Kongregacją dla Zakonników". Wydawało mi się czymś surrealistycznym, że redemptorysta, współbrat i członek naszej Prowincji, został wyniesiony na najwyższy stopień światowego przywództwa w Kościele, do zadań dotyczących życia wielu zakonników, mężczyzn i kobiet, na całym świecie. To, co się działo, wydawało mi się czymś niewiarygodnym - to tylko sen czy rzeczywistość?! Rodzina i przyjaciele Joe spotkali się w kaplicy Domu św. Alfonsa na Eucharystii - ostatniej Mszy świętej celebrowanej przez O. Józefa Tobina, jak zauważył jeden z jego kolegów z klasy. Wśród uczestniczących byli członkowie Prowincji Denver, ojcowie: Joe Dorcey, John Vargas, Bill Bueche, Bernie Carlin, John Steingraeber, Gary Ziuraitis i Tom Santa, koledzy z klasy oraz inni współbracia, m. in. O. Henry Beauchamp z Puerto Rico, O. Phil Dabney z Bostonu i O. Pete Sousa z Wiceprowincji Richmond. Obecni byli także: O. Marty Laumann, dawny współbrat z Prowincji Denver, który obecnie pracuje w archidiecezji Manuas w Brazylii, O. Don Miniscalco CSsR, wybitny profesor patrystyki w czasach, gdy Joe był studentem wyższego seminarium w Esopus oraz dobry przyjaciel i dawny kolega Peter Tran. O. Pat Woods, Prowincjał z Baltimore, przyjechał w sobotę rano, w dniu święceń, które miały miejsce w godzinach popołudniowych.
Tuż przed Mszą świętą, dawni koledzy z klasy przynieśli prezent dla Joe, który zaprezentował O. Beauchamp. Z miejsca w którym siedziałem wydawało się, że jest to coś, co przypomina piłkę do baseballa. Wiedziałem, że wnet po ogłoszeniu nominacji na arcybiskupa, Joe był na meczu drużyny baseballowej Detroit Tigers razem z krewnymi i przyjaciółmi. Pomyślałem więc, że może komuś udało się zdobyć pamiątkową piłkę zespołu Detroit Tigers! Tymczasem owym tajemniczym darem nie była piłka, ale wyszywana mitra z wizerunkiem Matki Bożej Nieustającej Pomocy. (Joe ubrał ją w niedzielę 10 października, podczas Mszy dziękczynnej z okazji święceń biskupich w kościele św. Alfonsa w sanktuarium Matki Bożej Nieustającej Pomocy). Po Mszy świętej, rodzina Tobinów zaprosiła na pizzę i życzenia do pobliskiej bardzo popularnej pizzerii Galilei. 9 października 2010 W okresie kiedy pełnił funkcję Przełożonego Generalnego, Joe tytułowany był "reverendissimo"; teraz też będzie mu przysługiwał taki sam tytuł, ale będzie musiał odnaleźć się w nowej rzeczywistości arcybiskupa. Wchodząc do bazyliki św. Piotra, w przejściu do zakrystii, tuż przy głównym ołtarzu zauważyłem atletyczną postać, wykwintnie ubraną w szaty biskupie, pozdrawiającą być może kogoś z rodziny oraz specjalnych gości. Nagle uświadomiłem sobie, że jest to nowo wybrany arcybiskup Tobin, po raz pierwszy w szacie urzędowej. Widok ten był imponujący. Jakie przeobrażenie w porównaniu do poprzedniego wieczoru spędzonego z rodziną i znajomymi w pizzerii! Wydawał się być kimś zupełnie innym od O. Joe Tobina CSsR - księdza, misjonarza, wspólbrata, często w dżinsach i koszuli, wmieszanego w tłum ludzi na ulicach miast i zabłoconych drogach trzeciego i czwartego świata - od Joe Tobina, jakiego zna wielu z nas!
Święcenia biskupie miały miejsce przed głównym ołtarzem Bazyliki Świętego Piotra - ołtarzem papieskim - ze względu na bardzo dużą liczbę zaproszonych gości. Oprawę muzyczną stanowil chorał gregoriański w wykonaniu między-uniwersyteckiego chóru z Rzymu, któremu towarzyszył sekstet Ottoni Euphonos z maestro Juanem Paradellem Solé przy organach. Całość przedstawiała się bardzo imponująco, pod względem muzycznym, liturgicznym oraz ze względu na atmosferę największej i najsławniejszej bazyliki na świecie! Po zakończeniu Mszy świętej, podczas Te Deum, arcybiskup Tobin oraz pozostali nowowyświęceni biskupi, idąc w procesji, udzielali pierwszego biskupiego błogosławieństwa wielkiej liczbie wiernych. Przed procesją na zakończenie odśpiewano "Salve Regina", zgodnie z naszą redemptorystowską tradycją. Starałem się opisać te dwa wspaniałe i niezapomniane, bogate w wydarzenia dni spędzone w Rzymie. Były one inspirujące, niosące entuzjazm i bardzo podnoszące na duchu. Gratulacje, Joe! Na zawsze pozostaniesz naszym Współbratem a Prowincja Denver jest zawsze twoim domem poza Rzymem! Bądź pewien naszych najlepszych życzeń i modlitw. Niech Najświętszy Odkupiciel zawsze będzie z tobą, ze swoją łaską i błogosławieństwem, przez wstawiennictwo św. Alfonsa, wszystkich Świętych i Błogosławionych redemptorystów oraz naszej Matki Nieustającej Pomocy! Rzym, Włochy
Redemptoryści z całego świata wyruszyli po dwóch w procesji wewnątrz kościoła. Najbardziej znamienitymi uczestnikami procesji byli Ojciec Generał Michael Brehl, były przełożony generalny Zgromadzenia Juan Lasso de la Vega oraz prowincjał Tom Picton. Byli również obecni liczni biskupi redemptoryści z całego świata: Freire Gutemberg Regis, Bryan Bayda, Bohdan Dziurach, Bashar Warda i José Ignacio Alemany Grau.
KOMUNIKATY:
USA, Prowincja Denver
W najbliższej przyszłości sprawa zostanie poddana szczegółowej ocenie ze strony władz Watykanu, które ustalą czy istnieją podstawy do uznania cudu koniecznego do kanonizacji Seelosa. Redemptorysta, O. Franciszek Ksawery Seelos (1819-1867) został beatyfikowany na Placu św. Piotra w Rzymie w czasie Roku Jubileuszowego 2000. Był on człowiekiem radosnym i człowiekiem głębokiej modlitwy, którego delikatność i gorliwość przyciągała wielu ludzi do sakramentów. Przez wielu ludzi jest uznawany za potężnego orędownika. Jego relikwie znajdują się w Narodowym Sanktuarium Bł. Franciszka Ksawerego Seelosa w Nowym Orleanie (Luiziana). Gorąco prosimy Was o modlitwę o jego kanonizację Więcej informacji znajdziecie na stronie: www.seelos.org .
Prowincja Lizbońska
WYDARZENIA: Najswiezsze warte zauwazenia wydarzenia w rodzinie redemptorystowskiej. Kompletna wersje „Zmian” znajdziecie na stronie internetowej Officialia Site Pierwsza Profesja: Profesja czasowa: Święcenia Kapłańskie: Zgony: Rocznice – Grudzień
2010: 60-lecie Profesji: 60-lecie Święceń: 50-lecie Profesji: 25-lecie Święceń: Wiadomości wyborcze: O. Vincent Phạm Trung Thành wybrany Przełożonym Prowincjalnym Prowincji Wietnamskiej. Zatwierdzony 10 września 2010. O. Luís Rodrigues Batista wybrany Przełożonym Prowincjalnym Prowincji São Paulo. Zatwierdzony 24 września 2010. O. Lawrence Kaufmann wybrany Przełożonym Prowincjalnym Prowincji Południowej Afryki. Zatwierdzony 5 października 2010. O. Gonzalo Rascón Rivera wybrany Przełożonym Prowincjalnym Prowincji Meksykańskiej. Zatwierdzony 5 października 2010. O. Jorge Gómez Rueda wybrany Przełożonym Prowincjalnym Prowincji Bogotá. Zatwierdzony 5 października 2010. O. Noel Antonio Londoño Buitrago wybrany Wikariuszem Prowincjalnym Prowincji Bogotá. Zatwierdzony 5 października 2010. O. John Britto Arulanandam Selsus wybrany Przełożonym Prowincjalnym Prowincji Bangalore. Zatwierdzony 11 października 2010. O. Roger Michel wybrany Przełożonym Prowincjalnym Prowincji Lyon-Paryż. Zatwierdzony 14 października 2010. O. François Vannier wybrany Wikariuszem Prowincjalnym Prowincji Lyon-Paryż. Zatwierdzony 14 października 2010. O. Seán Wales wybrany Wikariuszem Prowincjalnym Prowincji Południowej Afryki. Zatwierdzony 14 października 2010. O. Fábio Bento da Costa wybrany Przełożonym Prowincjalnym Prowincji Goiás. Zatwierdzony 22 października 2010. O. Luis Mauricio Pizarro Bugueño wybrany Przełożonym Prowincjalnym Prowincji Santiago. Zatwierdzony 22 października 2010. O. Robson de Oliveira Pereira wybrany Wikariuszem Prowincjalnym Prowincji Goiás. Zatwierdzony 22 października 2010. O. Joaquim Parron Maria wybrany Przełożonym Prowincjalnym Prowincji Campo Grande. Zatwierdzony 24 października 2010. O. Manuel Cruz Meza wybrany Przełożonym Wiceprowincjalnym Wiceprowincji San Salvador. Zatwierdzony 26 października 2010. O. Sixto Benigno Guerrero Vásquez wybrany Przełożonym Prowincjalnym Prowincji Quito. Zatwierdzony 26 października 2010. Nominacje: Nominacja członków Komisji ds. Kwestii Kanonicznych XXV Kapituły Generalnej na sześciolecie 2009-2015: Nominacja Dyrektora Centrum Duchowości przy Zarządzie Generalnym na sześciolecie 2009-2015: O. Serafino Fiore, Prowincja Neapol, od 1 stycznia 2010. Nominowany 8 września 2010. Nominacja członków Komisji Nadzorczej ds. budynków Domu Generalnego na sześciolecie 2009-2015: Dymisje: O. Joseph W. Tobin złożył dymisję z urzędu Przewodniczącego Komisji ds. Solidarności Ekonomicznej. Została przyjeta 10 września 2010. Nominacja Przewodniczącego Komisji ds. Solidarności Ekonomicznej do nastepnej Kapituły Generalnej, wiążąca od 10 września 2010: O. Michael Kelleher C.Ss.R., Prowincja Dublin. Mianowany 10 września 2010. Nominacja Prefekta kościoła św. Alfonsa i Rektora sanktuarium Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Rzymie: O. Luciano Panella C.Ss.R., Prowincja Neapolitańska, do 31 grudnia 2014. Mianowany 1 października 2010. Zniesienie Domów Zakonnych: Dom “St. Clement’s” Prowincji Dublińskiej, w Belfast, Ulster, w Irlandii Pólnocnej został zniesiony 10 września 2010. Dom Prowincji Rzymskiej w Modenie, Włochy, został zniesiony 22 października 2010. Dom Prowincji Rzymskiej w Marzocca, Włochy, został zniesiony 22 października 2010.
Proszę korzystać z naszej witryny internetowej: www.cssr.com, www.cssr.tv, www.redemptorist.info |